• Menu
  • Menu

Motocyklem po Rumunii, Mołdawii i Ukrainie

Motocyklem po Rumunii, Mołdawii i Ukrainie 09.2013

 Rumunię, Mołdawię i Ukrainę zwiedzaliśmy w 2013 roku w składzie 3 dziewczyny, 2 chłopaków, czyli 5 różnych motocykli, 5 różnych charakterów.
Z perspektywy czasu – przejazd udany, jak dla mnie, za krótki wypad na tak dużo kilometrów. Coś widzieliśmy coś liznęliśmy. Pewne odcinki drogi tzn. brak drogi rozłożyły mnie na łopatki. Nie powtórzyliśmy z Piotrkiem tak dalekiego wypadu na motocyklach, inne miejsca zwyciężyły, wygoda, lata, teraz jestem przekonana, że wybralibyśmy inny kierunek. Hmm… może czas o tym pomyśleć. To było bardzo ciekawe doświadczenie, nasze umiejętności wprowadzeniu motocykli na pewno są o level wyżej. Miejsca, które odwiedziliśmy miały swój urok.

Zależało nam na szybkim przejechaniu Polski. Wyruszyliśmy w piątek, każdy o różnych godzinach tak by następnego dnia móc wspólnie wystartować z Łodzi. Po przekroczeniu granicy Polsko – Słowackiej (Muszyna), byliśmy na wakacjach. Późną porą znaleźliśmy nocleg, tym razem po stronie Słowackiej.

Bardejov – do centrum wjechaliśmy wczesnym rankiem. Zobaczyliśmy przepięknie oświetlone słońcem kamienice na opustoszałym rynku. W związku, że miejsce ma historyczny charakter zostało wpisane na listę UNESCO.

Na środku rynku stoi ratusz z początku szesnastego wieku, będący mieszanką elementów gotyckich i renesansowych a w dolnej części znajduje się bazylika z przełomu XIV i XV wieku.

Blisko rynku w jednej z bocznych uliczek trafiliśmy na ul. Johna Lennona i cały skwer poświęcony Beatlesom.

Granica Słowacko – Rumuńska ( pamiętaj.. na granicy nie można robić zdjęć – chyba, że z ukrycia).

Rumunia

Maramuresz – to region, w którym miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Przejeżdżaliśmy dobrymi drogami przez malownicze góry, przez dłuższe odcinki droga świeciła pustkami, idealna kraina dla autsajderów i miłośników włóczęgi po górach.

Wesoły Cmentarz – jest unikatowym zbiorem dzieł sztuki Ioana Stana Pătraşa i jego ucznia Dimitru Popa. Artysta zastąpił tradycyjne nagrobki oryginalnymi drewnianymi, kolorowymi krzyżami, na których oprócz wypisanego epitafium – często żartobliwego,  malował  obrazki  z życia zmarłych mieszkańców, czasem okoliczności ich śmierci. Na nagrobkach pisał i rysował prawdę a informacje zbierał od rodziny i mieszkańców.

Droga z Sapanta do Baia Mare zachwyca tzn. zachwyca drewno, które tam króluje, Cerkwie z wysokimi wieżami, monastyry, chłopskie ogrodzenia, rzeźbione bramy, które stanowią oryginalne drewniane zabytki.

Baia Mare – jedno z większych miast Siedmiogrodu, w którym jest o wiele więcej turystów, to świetna baza do weekendowego zwiedzenia zakątków Maramureszu.

Jadąc przez Baia Mare widać, miasto pełne kontrastów, z jednej strony centrum handlu z drugiej strony wiejski styl życia, na polach leżą snopki siana, mężczyźni powracają po ciężkiej pracy z grabiami na ramieniu, kobiety w spódnicach i chustkach na głowie dźwigają wiklinowe kosze, furmanki wolno jeżdżą, a przy nich, kroczą krowy. U nas tego już się nie uświadczy – tu życie o wiele wolniej płynie.

Borsa– stare miasto górnicze, malowniczo położone w  dolinie Vișeu u podnóży najwyższych szczytów Gór Rodniańskich. Borsa jest bardzo dobrym miejscem na rozpoczęcie pieszych wycieczek po górach.
Znaleźliśmy uroczy nocleg :)) i ruszyliśmy w miasto.

Droga przez góry kręta, miejscami dziurawa, a z pogodą jak to w górach bywa różnie, mgły, mżawki, słońce. Jadąc przez opustoszałe góry, parę razy napotkaliśmy wioski cyganów.

Bukowina – a w jej sercu malowane klasztory. Perły średniowiecznej architektury i malarstwa, które zostały wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Klasztory, zabytki XV i XVI wiecznej mołdawskiej architektury sakralnej to fenomen na skalę światową przede wszystkim ze względu na polichromie o treściach religijnych i historycznych dobrze zachowane na ścianach zewnętrznych klasztornych cerkwi. Monastyry, były nie tylko miejscami religijnymi, ale także ważnymi ośrodkami kultury i nauki tam tych czasów oraz obiektami obronnymi, w razie potrzeby dającymi schronienie mnichom oraz okolicznej ludności.

Monastyr Moldovita, Voronet, Gura Humorului.

Po malowniczych klasztorach, przyszedł czas na przejazd przez „polską” wioskę – Kaczyca

Skąd się wzięły ? Kiedy odkryto na obszarze Bukowiny potężne złoża soli, cesarz austriacki Józef II, zarządził wybudowanie kopalni soli. Po zakończeniu prac budowlanych, w 1792 roku, sprowadził do Kaczyki dwudziestu polskich górników, wraz z rodzinami. Kilka lat później, w związku z rozwojem kopalni, sprowadzono kolejnych dwustu pracowników z Bochni i Wieliczki. W miarę upływu czasu, rodziny zostały, dając początek nowym pokoleniom Polaków.

Na terenie Bukowiny jest kilka „polskich” wsi: Nowy Sołoniec, Plesza, Pojana Mikuli. Najstarsza z nich to Kaczyka, gdzie prężnie działa Stowarzyszenie Polaków, a także Dom Polski, który oferuje przyjezdnym miejsca noclegowe.

Kopalnia soli w Kaczyce (Cacica)

Kopalnia ma trzy poziomy o głębokości (od 29 m do 80 m). Obecnie nie wydobywa się soli kamiennej, tylko solankę z najniższego poziomu. Schodząc w podziemia po 150 schodkach, zobaczyliśmy, liczne kapliczki, salę balową otoczoną balkonami, która również służy jako obiekt sportowy – w tym czasie mieszkańcy grali w piłkę. Największe wrażenie zrobiło na mnie jezioro solankowe, które dodatkowo było podświetlone. W środku jest ciemno, chłodno około 12-14 stopni oraz jest nieprzyjemny zapach spowodowany związkami siarki, które są wykorzystywane do wypłukiwania złóż. Kopalnię zwiedzaliśmy sami, około godzinki, w najważniejszych miejscach znajdują się tablice informacyjne w języku polskim.
Odwiedzając Kaczykę warto wstąpić do kościóła Wniebowzięcia NMP – rzymskokatolickego z początku XX wieku.

Pamiętaj.. weź bluzę, chusteczki, czołówkę, uważaj.. miejscami ślisko, a przez małą ilość tlenu może zakręcić Ci się w głowie.
Cena biletu do kopalni: 10 RON.

Ostatni nocleg w górach Rumuńskich

Jassy – zabytkowe miasto w północno-wschodniej Rumunii, obok Bukaresztu jest to jedno z największych i najważniejszych miast w Rumunii, pamiętam dużą ilość ludzi i bezpańskie psy, które za nami biegały i próbowały dziabnąć w kostkę.

W centrum stoi duży pałac, przez który przenikają turyści z aparatami fotograficznymi, widać, że miejsce jest atrakcyjne, każdy na schodach chce zrobić zdjęcie (nawet My), z pałacu można także podziwiać centrum.

Mołdawia

Kiszyniów – różni się temperamentem od spokojnej reszty kraju, ale w porównaniu do innych europejskich stolic jest dość kameralny. Zwiedzając stolicę widać, że poza centrum rozlewa się miasto, najpierw blokowiska, potem wille nowobogackich, wszystko to połączone dziurawymi drogami. Miasto mnie nie zachwyciło, ale trzeba pamiętać, że było to jedno z najbardziej zniszczonych podczas II wojny światowej, miast Europy.

Wieczorem trafiliśmy do jednej z lepszych restauracji, za pyszne jedzenie, wina, szampany, deskę serów zapłaciliśmy grosze. Była to najlepsza imprezka podczas wyjazdu.

Szkoda, że nie byliśmy dłużej, ponieważ nie odnaleźliśmy ukrytych walorów tego miasta ;))

Dlaczego Warto do Stolicy? dla Wina!

Mołdawia to jeden z największych producentów wina na świecie, której winnice zachwycają i kuszą wybornym smakiem swoich win. Kiszyniów, jak i cały kraj, to mały (i niezwykle tani) raj dla wszystkich uwielbiających wina.

Cricova – trafiliśmy dzięki Esce, która zorganizowała, zarezerwowała nam wcześniej wycieczkę po winnicy. Mieliśmy małe problemy ze znalezieniem miejsca (pomyliliśmy zjazdy), ale szczęśliwie dotarliśmy.

W Mołdawii znajdują się dwie największe piwnice winne świata i właśnie jedną z nich odwiedziliśmy, pamiętaj.. aby zobaczyć winnice trzeba umówić się na konkretny dzień i godzinę z solidnym wyprzedzeniem oraz nie zapomnijcie o rezerwacji miejsca w meleksie, inaczej będziecie jechać swoim samochodem (motocyklem nie wolno). Do Cricova, można dostać się z centrum Kiszyniowa).

Zebrane informacje

Cricova – to fabryka szampanów, win i miejsce ekskluzywnych spotkań mołdawskich polityków i dyplomatów. Przyjeżdża tu niemal każda zagraniczna delegacja odwiedzająca Kiszyniów. Łączna długość korytarzy sięga 120 km, oczywiście turystom pokazuje się tylko niewielką część podziemi, ale mimo wszystko, odległości między poszczególnymi punktami wycieczki są duże.

Jak wygląda?

Beczki

Wsiedliśmy do elektrycznego samochodu i zjechaliśmy pod ziemię. Wnętrze ma temperaturę 12 stopni (pamiętaj o czymś ciepłym). Pierwszy przystanek ogromne beczki z dojrzewającym winem. Średnica beczki to ok. 3 m. Wino leżakuje dwa lata, zanim trafi do butelek.

Produkcja szampana

w Cricovej wytwarza się szampana wg tej samej receptury co w Szampanii, jednak ze względu na obostrzenia związane z używaniem tej nazwy, w Mołdawii używa się określenia „wino musujące”.

„Wino musujące”

Cała fabryka jest pod ziemią. Butelki są postawione na stojakach, szyjką do dołu i przekręcane ręcznie co drugi dzień o 45 stopni. Wszystko po to, aby cały osad zebrał się w szyjce. Szyjkę następnie zamraża się w ciekłym azocie i usuwa cały osad w postaci zamarzniętej bryłki. Następnie taka butelka trafia na mechaniczną linię produkcyjną.

Kolekcje win

W piwnicach Cricova panują idealne warunki do przechowywania wina. 12-14°C i wilgotność powietrza na poziomie 80%. Najważniejsze, że parametry

są stałe, niezależne od pory roku i warunków panujących na zewnątrz. Dlatego wiele osób decyduje się na przechowywanie swoich kolekcji win właśnie w Cricova.
Ostatnim przystankiem zwiedzania jest pomieszczenie w których znajdują się informacje, kto odwiedził winnice i za jakie pieniądze przechowuje kolekcje win. W piwnicach swoje kolekcje win przechowują m.in. Angela Merkel, Władimir Putin, Jose Manuel Barroso.

Degustacja

Jak już wspomniałam, Cricova to nie tylko magazyn i fabryka win, to także ekskluzywne miejsce spotkań elit – polityków, dyplomatów, delegacji zagranicznych, służy temu kilka pięknie urządzonych sal konferencyjnych. W jednej z nich, na końcowym etapie wycieczki odbywa się degustacja – pyszne wina. Kupiliśmy parę butelek, tzn. tyle ile udało się wcisnąć na motocykl.

Ceny
Cena zwiedzania bez degustacji: 275 MDL (około 55 zł)
Cena zwiedzania z degustacją 4 win: 360 MDL (około 72 zł)
Cena zwiedzania z degustacją 7 win: 500 MDL (około 100 zł)

Czas zmykać dalej – kiedy pomyślałam, że droga nie może być gorsza, to okazało się, że jednak może – nie tylko Mołdawia ale i Ukraina ma fatalne drogi, były takie odcinki, że bez żadnej informacji kończył się asfalt, albo były gigantyczne dziury gdzie każdy czy po naszej stronie czy z naprzeciwka jechał slalomem (strach w oczach). Czasami nie mogliśmy znaleźć noclegu i byliśmy zmuszeni jechać nocą, gdzie kilometrami nie było światła, domów, niczego. Matko!! dobrze, że to przeżyliśmy.

Ukraina

Kamieniec Podolski – dobrze, że motocyklem można wjechać prawie wszędzie, czy to pod restauracje, hotel, czy pod zamek. Miasto podzielone na dwie części, pierwsza tętniące codziennym życiem i druga zabytkowo – historyczna. Zamek stoi na wysokiej skale i u jego stóp w głębokim jarze płynie Smotrycz.

Zamek jest ogromny, widzimy Fortece, potem Most Turecki prowadzący do bramy twierdzy, który jest wciąż wykorzystywany przez lokalne samochody. Stanęliśmy przed bramą zamkową przy której trzeba było kupić bilet i po chwili mogliśmy obejrzeć wewnętrzny dziedziniec. Dookoła znajdują się liczne baszty oraz na środku bardziej nowoczesny budynek w którym kiedyś było więzienie, a teraz znajduje się muzeum. Zwiedziliśmy zamek, porobiliśmy zdjęcia, za opłatą można było zrobić zdjęcie trzymając orła.

Lwów – zajechaliśmy późno, zdążyliśmy coś zjeść i się przejść. Już kolejny raz jestem w Lwowie i to samo mogę stwierdzić, że Lwów tętni życiem. Na ulicy słychać język ojczysty, czyli dużo turystów z polski. Widać, że stolica przyciąga miłośników historii, którzy lubią odkrywać polskie dziedzictwo, ale są i tacy którzy pragną zabawy i rozrywki.

Rano oprzytomniałam, że czas przygody motocyklowej dobiega końca, ale zleciało, droga z Lwowa do Polski jest idealna (Euro 2012), na granicy widząc kolejkę aut załamałam ręce, stanęliśmy, chwila zastanowienia, o tak! Jedziemy środkiem ;)) moment i byliśmy w Kraju.

Polska

Łańcut – kolejny zamek w Łańcucie, który zrobił wrażenie, jest najbogatszym w Polsce muzeum. Mieści się w dawnej siedzibie magnackiej typu pallazo-in fortezza, wzniesionej w XVII w. przez Stanisława Lubomirskiego. Na przełomie XVIII I XIXw. stała się wspaniałym założeniem pałacowym otoczonym rozległym parkiem krajobrazowym. Obecnie ten kompleks zamkowo-parkowy jest miejscem spotkań międzynarodowej dyplomacji, ośrodkiem naukowym oraz centrum wydarzeń kulturowych.

Zamek ma dużo pomieszczeń, zwiedziliśmy parter, I piętro, stajnię, wozownię, park i ogród oraz storczykarnię. Wszystkie pomieszczenia są bogato zaopatrzone w eksponaty.

https://www.zamek-lancut.pl/ Muzeum-Zamku w Łańcucie, polecam wziąć przewodnika i liznąć trochę historii.

Zamek jest po remoncie dachu i 80 pomieszczeń, a w dodatku cyt. „W trakcie prac odkryto, że pod tapetami z przełomu XIX i XX wieku znajdują się XVIII-wieczne malowidła Vincenza Brenny. Natomiast pod współczesnymi olejnymi przemalowaniami, na ścianach wielu korytarzyków, tkwiły ukryte XIX-wieczne polichromie patronowe. Podczas remontu stropu odkryto z kolei zabytkowe, XVII-wieczne polichromowane belki stropowe”

Po odwiedzinach w zamku, ruszyliśmy w stronę domu. Gdańsk – Znalazłam swój komentarz na fb – 2013 rok

„I są już w domu, to było wyzwanie, które udało się zrealizować – 3500 km. Pogoda znakomita, oczy nacieszone :)) można wypoczywać po tym urlopie i nie wiedziałam, że to kiedyś napiszę Kocham Cię Polsko, za twe cudne drogi :-D”

Czy były jakieś upadki? a były – na szczęście nic poważnego, każdy coś przekombinował,

Ja – na stacji benzynowej wpychałam się przed Łucję, zahaczyłam lusterkiem o jej bagaże, straciłam równowagę, motocykl zaczął się przewracać i utknęłam między dystrybutorem a motocyklem haha,
Piotrek – zawracał, stracił równowagę i motocykl padł.
Monika – pędząc po asfalcie nagle skończyła się droga, wszyscy zaczęliśmy ostro hamować, żeby na mnie nie wpaść położyła motocykl.
Łucja – nocą poszliśmy jeździć po Jassy, trochę padało, zatrzymaliśmy się na skrzyżowaniu przez które przechodziły śliskie tory, podbiegły wredne psy i tak się przestraszyła, poślizgnęła, że również położyła motocykl.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *